Pył lizbońskich chodników

20 sierpnia 2017

5 years is a long time for Lisbon. Tak mówił kierowca übera przecinając ulice miasta.
Stare kamienice zmieniają się w apartamentowce. Mieszkania w centrum opuszczają dotychczasowi mieszkańcy, aby zrobić miejsce dla turystów korzystających z Airbnb.
Często za inwestycjami stoi kapitał z obcych krajów. Jednak w tonie wypowiedzi Mário nie słuchać narzekania.

Dźwigi nad miastem wykorzystujemy jako punkty orientacyjne, gdy spacerujemy po mieście.
W wielu wąskich uliczkach słuchać turkotanie młotów pneumatycznych. Przyspieszamy kroki, aby uchronić dziecięcy wózek przed opadającym pyłem.
Dziś Lizbona sprawia wrażenie miasta, które dopiero przygotowuje się do otwarcia bram przed tysiącami turystów.

W 2012 roku, kiedy poprzednim razem byliśmy w Lizbonie, Portugalia była wymieniana jako kraj dotknięty kryzysem. Ulice zdobiły zaniedbane, opuszczone kamienice. Gołębie w starych oknach znajdowały schronienie. Dziś Portugalia jest wymieniana jako jedno z popularniejszych miejsc podróży w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat Ryanair i Wizz Air uruchomiły bezpośrednie loty do Portugalii.  Na profilu fly4free klikam „lubię” tanie loty do Lizbony z Warszawy za 198 zł.

Avenida da Liberdade, okolice Cinema São Jorge. Lizbona / 2017

Podobnie jak poprzednim razem lecimy do Lizbony liniami TAP Portugal. Kiedy jesteśmy na miejscu, wsiadamy w taxi przy wejściu na halę wylotów. Stąd jest taniej. Lizbona jaką widzimy z okien taksówki szybko zachwyca swoją różnorodnością.

Nocujemy w hotelu w centrum miasta, blisko Av. da Liberdade. Wybieramy hotel z wysokimi notami na bookingu, niedawno oddany do użytku. Chwalony za czystość. Jest to dla nas szczególnie ważne, bo Konstancja ma 12 miesięcy i czekamy na jej pierwsze kroki. Po zameldowaniu przekazujemy puste walizki do przechowalni, robimy drobne przemeblowanie i zyskujemy sporo miejsca do biegania dla córeczki.

Późnym wieczorem znajduję otwarty sklep. Na półkach woda, wino, piwo, owoce. Sprzedawca, prawdopodobnie z Senegalu, nabija 3 € podśpiewując w rytm dzwoniącego telefonu. Wracam do hotelu. Mijam Bananacafe pełne lokalnych mieszkańców i turystów. Z kieliszkiem wina lub kubkiem piwa spędzają letni wieczór.

Drugi dzień zaczynamy od espresso. Tutaj podawane bez szklanki wody, za to zawsze z saszetką cukru. Cukier przykrywa gorzki smak ciemno palnej kawy Delta. Nie słodzę. Zostawiam nietkniętą saszetkę na podstawku. W barze wiedzą, że jestem tu tylko na wakacjach.

Od rana leniwie kierujemy się wspominaną już Av. da Liberdade do wyłączonej z ruchu aut Rua Augusta. Przecina ją Rua da Conceição z tramwajem nr 28, który jedzie na Alfamę. Nie wsiadamy. Idziemy dalej do placu Praça do Comércio. Fragmentem nadbrzeza Cais das Colunas docieramy do brzegu rzeki Tag. Jest ciepło, wietrznie. W oddali widzimy Most 25 Kwietnia i pomnik Chrystusa Króla. Fale leniwie obijają się o kamienne schody.

Rua da Conceição, tramwaj nr 28. Lizbona / 2012

Uważnie obserwuję fragmenty ulicy, które znam. Szukam różnic pomiędzy obrazami w pamięci, a rzeczywistością. Wzrokiem wyłapuję lokalnych mieszkańców Lizbony. Staram się odgadnąć dokąd idą przez miasto, co zaprząta ich głowy.

Wykorzystujemy swobodę jaką daje hotel w centrum i wracamy, aby córka w spokoju zjadła ciepły posiłek. W pokoju hotelowym większa szansa na dłuższy sen, nieprzerwany przez hałas miasta. Ten rytm staramy się zachować dla większości dni w Lizbonie.

Tego dnia już wiem, że Lizbonę trudno zwiedzać spacerując z wózkiem dziecięcym. Nierówne chodniki. Pokonuję krawężnik, a koła wózka za chwilę blokuję w krawędzi jezdni. Manewruję pomiędzy spacerującymi turystami. Nagrodą jest wieczorny widok kół pokrytych białym pyłem lizbońskich chodników.

Praça Dom Pedro IV. Lizbona / 2017
Praça Dom Pedro IV. Lizbona / 2017